Znowu jesteś w szkole. Widzisz GO. Podchodzi i całuje cię.
Przytulasz się do niego szczęśliwa. Inni wam zazdroszczą.
Jesteście razem. Kochacie się. Nic nie stoi wam na przeszkodzie.
JEGO rodzice cię uwielbiają. JEGO matka już traktuje cię jak
córkę. JEGO rodzeństwo też cię lubi. Wspierają was. ON bierze
cię za rękę i prowadzi do Pokoju Życzeń. Jecie romantyczna
kolację. Później biegniecie przez cały Hogwart, by na Wieży
Astronomicznej popatrzeć na gwiazdy. Pamiętasz to dobrze.
Przypłaciliście to pięćdziesięcioma punktami i szlabanem. Ale
mimo wszystko było warto. Nie żałowałaś. Wszyscy uważali, że
to właśnie ON cię ożywił. Przestałaś egzystować. Zaczęłaś
cieszyć się wszystkim. Tak jakby to miało zostać ci zabrane.
Cieszyłaś się, ale nie doceniałaś. Uważałaś, że to wieczne.
Otoczenie
się rozmywa.
Z
niewyraźnych smug układa się kolejny.
Siedzisz w Wielkiej Sali. Piszesz SUM-y. Umbridge siedzi na
miejscu Dumbledore'a. Nienawidzisz jej. Pocieszasz się tym, że za
niedługo wrócisz do NIEGO. Przytulisz się i na chwilę zapomnisz o
wszystkim dookoła. Jednak coś się dzieje. Szmery. Huk. Wlatują ON
i jego brat. Rzucają fajerwerkami. Wszyscy krzyczą. Cieszą się.
Ty też. Wbiegasz ostatnia. Przy drzwiach czeka ON. Patrzy ci w oczy.
Rozumiesz. W oczach masz łzy. Pociągasz go za krawat i całujesz.
Szybko się nie zobaczycie. Twoja wiara w wieczność z NIM trochę
upada. Ale dalej wierzysz. Jesteś silna w tym postanowieniu. ON
odszedł ze szkoły. Razem ze swoim bliźniakiem otworzyli sklep.
Dobrze prosperuje i przynosi duże dochody. Martwisz się, bo teraz
otacza go wiele dziewczyn. Ale ON zawsze cię upewnia, że tylko
ciebie kocha. Nie widzieliście się do wakacji.
Zmiana
scenerii.
Dziwne
smugi dają wrażenie, bycia w myślodsiewnii.
Lato. Jesteś na łące niedaleko Nory. Leżysz z NIM na kocu.
Zrobiliście sobie piknik. Nagle ON siada. Pociąga cię do góry.
Wykonujesz nieme polecenie i wstajesz. ON klęka przed tobą. Z
kieszeni wyciąga małe pudełeczko. Otwiera je widzisz piękny
pierścionek.
- Wyjdziesz na mnie?
Pada proste pytanie. Przez moment nie wiesz co powiedzieć. Nie dawno skończyłaś piąty rok. A ON oświadcza się. Jednak decydujesz się. Zgadzasz się. Decydujecie, że ślub odbędzie się, gdy skończysz szkołę. Za dwa lata. Martwisz się. A jeśli znajdzie sobie lepszą, ładniejszą? Rozwiewa twoje wątpliwości. Ufasz mu. Wierzysz, że cię nie zostawi. Wracasz na szósty rok. Teraz nie widzisz szczegółów. Tylko pobieżnie. Regularne listy. Wizyta w święta. Ferie. I wreszcie wakacje.
- Wyjdziesz na mnie?
Pada proste pytanie. Przez moment nie wiesz co powiedzieć. Nie dawno skończyłaś piąty rok. A ON oświadcza się. Jednak decydujesz się. Zgadzasz się. Decydujecie, że ślub odbędzie się, gdy skończysz szkołę. Za dwa lata. Martwisz się. A jeśli znajdzie sobie lepszą, ładniejszą? Rozwiewa twoje wątpliwości. Ufasz mu. Wierzysz, że cię nie zostawi. Wracasz na szósty rok. Teraz nie widzisz szczegółów. Tylko pobieżnie. Regularne listy. Wizyta w święta. Ferie. I wreszcie wakacje.
Masz
dość tego, bo wiesz co będzie później.
Przed
przeznaczeniem nie uciekniesz.
W urodziny Harry'ego uciekasz. Razem ze swoimi przyjaciółmi.
Musisz opuścić JEGO. W ostatniej chwili mówicie sobie, że się
kochacie i będziecie czekać. Mijają dni, które zamieniają się w
tygodnie, które stają się miesiącami. Tęsknisz. Nie wiesz co z
nim. Nie wiesz co robi. Nie wiesz czy żyje. Tęsknisz. Kilka dni
przed bitwą widzisz się z nim. Pochłonęła was namiętność. Nie
daliście rady jej pokonać. Pamiętasz to? Jaki był delikatny? Jak
cię całował? Jak mówił ci, że jesteś piękna? Wtedy jeszcze
nie wiedzieliście co szykuje dla was los. Mimo wszystko byliście
szczęśliwi. Następne dni przemykają szybko. Widzisz jak następne
dni szybko mijają. Ćwiczenia. Taktyki. Próby. Obrona. Szukanie
ostatniego horkruksa.
Znów
robi się ciemno, masz nadzieję, że to już koniec.
Nic
bardziej mylnego.
2
maja 1998 roku. Tę datę zapamiętasz do końca. Bitwa o Hogwart.
Walczyłaś po dobrej stronie. ON też. Byliście dzielni. Ty już
wiedziałaś, że walczysz nie tylko o swoje życie. Chciałaś MU
powiedzieć. Podczas „przerwy”, gdy Harry miał pójść do
Voldemorta, chciałaś MU powiedzieć prawdę. Obwieścić szczęśliwą
nowinę. Weszłaś do sali z uśmiechem. Nagle zobaczyłaś GO... Dla
ciebie świat się zatrzymał. Twój świat runął. Twoja własna
apokalipsa nadeszła. Złamał ci serce. Złamał daną ci obietnicę.
Odszedł. Podbiegłaś do NIEGO. Upadłaś na kolana. Przytuliłaś
się do klatki piersiowej, w której serce już biło. Płakałaś.
Rezem z JEGO braćmi, siostrą, matką i ojcem. Tylko tyle tobie i im
zostało. JEGO twarz dalej cię prześladuje. Widzisz ją wszędzie.
W swoim mężu. Synu. Tęsknisz, choć wiesz, że ON już nie wróci.
Wtedy straciłaś resztki wiary, że wszystko będzie dobrze. Że
będziesz szczęśliwa. Wróciłaś do walki. Przeżyłaś. Dla
dziecka, które nosiłaś. Dla swojego syna. Dla JEGO syna. Syna, o
którym ON nie zdążył się dowiedzieć.
Znowu
zmiana.
Teraz
już nie reagujesz, wiesz, że to bezsensu.
Widzisz pogrzeb. JEGO pogrzeb. Płaczesz. Gdy by nie jego brat,
skoczyła byś na NIM. Jego brat już wie, że jesteś w ciąży.
Zaopiekuje się tobą. Zaopiekowałby się tobą nawet gdybyś nie
była w ciąży. Obiecał to JEMU. Po pogrzebie idziecie do
mieszkania nad sklepem. Nie chcecie siedzieć zresztą. Ty płaczesz,
on płacze. A z góry na wszystko patrzy ON. Martwi się. Ale wy o
tym nie wiecie. Wszystko postanowione. Mieszkasz z jego bratem,
dopóki nie znajdziesz kogoś, kto będzie w stanie dać ci choć
namiastkę JEGO. Urodziłaś. Chłopiec. Gdy go zobaczyłaś
wybuchnęłaś płaczem. Jest taki podobny no NIEGO. Nie dajesz sobie
rady. Dobrze, że obok ciebie jest JEGO brat. Pomaga ci. Nie pozwala
popaść w depresję. Powoli powracasz do życia. Dla syna. Dla
NIEGO. Dla JEGO brata, który jest taki podobny, a jednocześnie taki
inny. Żyjesz. Błąd. Teraz egzystujesz. Przecież to ON sprawiał,
że żyłaś naprawdę. Wiele razy zastanawiałaś się nad
samobójstwem, ale przecież, wbrew pozorom, masz dla kogo żyć.
Trzymaj się tej myśli jak tonący brzytwy!
Znasz
ten rytuał.
To
już ostatnia zmiana.
Znów jesteś na łące niedaleko Nory. Leżysz na kocu. Wstajesz,
a ON ci się oświadcza. Teraz widzisz różnice. Między tą wizją,
a trzecią od początku. ON jest jakiś inny. Chłodniejszy. Mniej
uczuciowy. Słyszycie śmiech dziecka. Waszego dziecka. Nagle zza
drzew wychodzi morderca. Zabija GO. Ty szlochasz przytulona do NIEGO
jak w Wielkiej Sali, gdy dowiedziałaś się, że nie żyje. Wesoły
śmiech malca zamienia się w płacz. Chcesz do pobiec i uciszyć
maleństwo. Nie możesz wstać. Twoje ciało robi się ciężkie.
Czujesz, że spadasz w dół. Oddalasz się do swojego dziecka.
Krzyczysz...
Budzisz się zlana potem. Na swojej talii czujesz rękę. Nie TĄ
rękę. Przyciąga cię ona do ciała, przytulasz się. To nie TO
ciało. Słyszysz szept: „Już dobrze. Nie płacz.” Nie TEN
szept. I płacz dziecka. Obudziłaś się całkowicie. Już wiesz, że
znów miałaś ten sam koszmar. Ten o NIM. Uspokajasz się. Ocierasz
twarz. Wraz z osobą, która cię uspokoiła, idziecie do kołyski.
Bierzesz Niemowlaka na ręce. Robisz to, co przed chwilą robił on z
tobą. Uspokajasz. Chłopczyk zasypia w twoich ramionach. Odkładasz
go. I idziesz do łóżka, on za tobą.
Rozpoczyna stara rozmowa.
- Znowu śniłaś o Fredzie? - pyta szeptem George.
- Tak. - odszeptuje Hermiona.
- Powinnaś pogodzić się z... - nie kończy. Nie wie co dalej powiedzieć.
Może było by mu łatwiej, gdyby i on się pogodził z tym, że jego brat... nie... nie żyje.
- Jak?!
- Cii... - mężczyzna dokłada palec do ust, a drugim wskazuje kołyskę.
- Jak? - tym razem szepcze.
- Znowu śniłaś o Fredzie? - pyta szeptem George.
- Tak. - odszeptuje Hermiona.
- Powinnaś pogodzić się z... - nie kończy. Nie wie co dalej powiedzieć.
Może było by mu łatwiej, gdyby i on się pogodził z tym, że jego brat... nie... nie żyje.
- Jak?!
- Cii... - mężczyzna dokłada palec do ust, a drugim wskazuje kołyskę.
- Jak? - tym razem szepcze.
-
Nie wiem.
Zapada cisza.
- Też za nim tęsknię. Ale on by chciał, żebyśmy żyli dalej. - milknie na moment. Jakby się zastanawiał.
Hermiona patrzy na niego zaciekawiona. Zawsze po jego „nie wiem” nic nie mówili. A teraz wygląda na to, że chce jej powiedzieć coś bardzo ważnego.
- Ja i Fred mieliśmy podobne zdanie w wielu kwestiach. Smak, kolor, hobby. To tylko przykłady. - uśmiechnął się smutno. - Nawet w kwestii dziewczyn się zgadzaliśmy. Gdy wpadałaś w oko Fredowi, to było równoznaczne z tym, że podobasz się i mi. Fred kiedyś wymógł na mnie obietnicę, że jeśli jemu coś się stanie, ja mam zrobić wszystko żebyś była szczęśliwa. Ja się zgodziłem. Choć nie brałem wtedy pod uwagę, że coś mu się stanie. Wiesz kiedyś chciałem,żebyście się rozstali. Wtedy ja miałbym szansę, na bycie z tobą. Jednak teraz, gdy widzę jak go kochasz to zrobiłbym wiele, żeby pojawić się przed różdżką Greybacka i uratować Freda.
Nic nie mówił. Hermiona też. Leżeli i patrzyli w sobie w oczy.
Zapada cisza.
- Też za nim tęsknię. Ale on by chciał, żebyśmy żyli dalej. - milknie na moment. Jakby się zastanawiał.
Hermiona patrzy na niego zaciekawiona. Zawsze po jego „nie wiem” nic nie mówili. A teraz wygląda na to, że chce jej powiedzieć coś bardzo ważnego.
- Ja i Fred mieliśmy podobne zdanie w wielu kwestiach. Smak, kolor, hobby. To tylko przykłady. - uśmiechnął się smutno. - Nawet w kwestii dziewczyn się zgadzaliśmy. Gdy wpadałaś w oko Fredowi, to było równoznaczne z tym, że podobasz się i mi. Fred kiedyś wymógł na mnie obietnicę, że jeśli jemu coś się stanie, ja mam zrobić wszystko żebyś była szczęśliwa. Ja się zgodziłem. Choć nie brałem wtedy pod uwagę, że coś mu się stanie. Wiesz kiedyś chciałem,żebyście się rozstali. Wtedy ja miałbym szansę, na bycie z tobą. Jednak teraz, gdy widzę jak go kochasz to zrobiłbym wiele, żeby pojawić się przed różdżką Greybacka i uratować Freda.
Nic nie mówił. Hermiona też. Leżeli i patrzyli w sobie w oczy.
Następnego
dnia George na cmentarz. Do grobu Freda.
- Wiesz stary nie powinieneś odchodzić. Zostawiłeś nie tylko rodzinę i dziewczynę, ale także syna. Tata jest smutny. Mama zawsze zerka na wskazówkę z twoją podobizną. Charlie jeszcze rzadziej przyjeżdża do domu. Bill się jakoś trzyma, pomaga mu Fleur. Percy... on... znowu zaszył się w pracy, ale teraz częściej odwiedza mamę. Ron wyjechał. Ginny tęskni, ale ona jest silna i za wszelką cenę stara się nie pokazywać nic po sobie. Ja... Ja i Hermiona wychowujemy twojego syna. Ma na imię Fred II. Wiem, że wolałbyś żeby nazywał się inaczej, ale ty teraz nie masz nic gadania. - uśmiechnął się smutno.- Wiesz Hermiona już ma się lepiej. Nie płacze ciągle. Myślę, że pomógł jej Mały. Jest podobny do ciebie. Ja dotrzymam słowa i będę ją wspierał. Do końca. Wiesz przyszedłem tu by się z tobą pożegnać, a ja już ci opowiedziałem pół życia po wojnie. Wiem. - westchnął.- Jestem gadułą. Straszną gadułą. Zawsze mi o mówiłeś. Ale sam nie byłeś lepszy! - wskazał palcem wskazującym w tabliczkę z napisem „Fred Weasley”. - Hmmm... Jeśli ci to nie będzie przeszkadzać, to będę tu sobie przychodził. Wygadać się. Opowiem ci co się dzieje. Wiesz na koniec powiem ci tylko tyle, że leń to ty zawsze byłeś. - zamilkł na chwilę. W jego oczach pojawiły się łzy. - Tęsknię za tobą. - wyszeptał.
Siedział jeszcze piętnaście minut. Gdy odchodził powiedział z uśmiechem
- Do zobaczenia, brachu.
Wiedział, że Fred jest nie daleko. Czuł to. Pomoże Ginny i spróbuje rozweselić rodzinę. I oczywiście zaopiekuje się Hermioną.
- Wiesz stary nie powinieneś odchodzić. Zostawiłeś nie tylko rodzinę i dziewczynę, ale także syna. Tata jest smutny. Mama zawsze zerka na wskazówkę z twoją podobizną. Charlie jeszcze rzadziej przyjeżdża do domu. Bill się jakoś trzyma, pomaga mu Fleur. Percy... on... znowu zaszył się w pracy, ale teraz częściej odwiedza mamę. Ron wyjechał. Ginny tęskni, ale ona jest silna i za wszelką cenę stara się nie pokazywać nic po sobie. Ja... Ja i Hermiona wychowujemy twojego syna. Ma na imię Fred II. Wiem, że wolałbyś żeby nazywał się inaczej, ale ty teraz nie masz nic gadania. - uśmiechnął się smutno.- Wiesz Hermiona już ma się lepiej. Nie płacze ciągle. Myślę, że pomógł jej Mały. Jest podobny do ciebie. Ja dotrzymam słowa i będę ją wspierał. Do końca. Wiesz przyszedłem tu by się z tobą pożegnać, a ja już ci opowiedziałem pół życia po wojnie. Wiem. - westchnął.- Jestem gadułą. Straszną gadułą. Zawsze mi o mówiłeś. Ale sam nie byłeś lepszy! - wskazał palcem wskazującym w tabliczkę z napisem „Fred Weasley”. - Hmmm... Jeśli ci to nie będzie przeszkadzać, to będę tu sobie przychodził. Wygadać się. Opowiem ci co się dzieje. Wiesz na koniec powiem ci tylko tyle, że leń to ty zawsze byłeś. - zamilkł na chwilę. W jego oczach pojawiły się łzy. - Tęsknię za tobą. - wyszeptał.
Siedział jeszcze piętnaście minut. Gdy odchodził powiedział z uśmiechem
- Do zobaczenia, brachu.
Wiedział, że Fred jest nie daleko. Czuł to. Pomoże Ginny i spróbuje rozweselić rodzinę. I oczywiście zaopiekuje się Hermioną.
Niedługo
na miejscu George'a pojawiła się panna Granger. Usiadła.
Pociągnęła nosem.
- Wiesz twój brat bliźniak mówił, że rozmowa z tobą i pomoże. Tak jak jemu. Nie wiem w czym to ma pomóc. - po jej policzkach popłynęły łzy. - I co mam powiedzieć? Że tęsknię? Że gdybyś się teraz pojawił to najpierw złamałbym ci nos, a później przytuliła i już nigdy nie puściła? - pokiwała zrezygnowana głową. - Dlaczego mnie zostawiłeś? Wiesz, że miałam ci powiedzieć, ze zostaniesz ojcem? Twój syn nazywa się Fred Septymus. Jest bardzo do ciebie podobny. - uśmiechnęła się prawie niezauważalnie. - Pewnie jak podrośnie będzie wielkim psotnikiem. Po tacie. George mi opowiadał, jaką na nim wymogłeś obietnicę. - pokiwała głową lekko rozbawiona. - Nie mogę uwierzyć, że mogłeś to zrobić. Ale wiesz... Dziękuję. Gdyby nie on to pewnie popełniłabym samobójstwo. A teraz? Żyję. Wychowuję naszego syna. Mam oparcie w George'u. Choć wolałabym je mieć w tobie. - w czekoladowych oczach pojawiły się łzy. - Tęsknie za tobą. Jeszcze ci nie wybaczyłam, że odszedłeś. Ale rozumiem... Staram się zrozumieć. Wiele razy powtarzałeś mi, że jest silna. Nawet nie wiesz jak się myliłeś. Jestem słaba, bo nie ma ciebie. Ale wiesz... Walczę. Ze słabościami. I mimo że czasem przegrywam i przeżywam małe załamania, to rozumiem, że jednak mam dla kogo żyć. Jeśli to nie stanowiło by problemu, to będę tu czasem przychodzić, by opowiedzieć ci nowego u Freddiego. - znów zaczęła płakać. - Powiem, ci kiedy zacznie chodzić... Kiedy powie pierwsze słowo... I jakie to będzie słowo. Dobrze? - otarła łzy.
Nagle poczuła podmuch wiatru. Wiedziała, że to irracjonalne, ale usłyszała głos jej Freda.
- Kocham ciebie i naszego syna. Nie poddawaj się.
I wtedy rozpłakała się na dobre.
- Obiecuję ci to. - mówiła łykając łzy.
Po pół godziny wstała. Popatrzyła się w tabliczkę.
- Pa, Fred. - wyszeptała.
Odeszła. Była silniejsza. Uwierzyła, że da sobie radę. Jest gryfonką, musi da sobie radę.
- Wiesz twój brat bliźniak mówił, że rozmowa z tobą i pomoże. Tak jak jemu. Nie wiem w czym to ma pomóc. - po jej policzkach popłynęły łzy. - I co mam powiedzieć? Że tęsknię? Że gdybyś się teraz pojawił to najpierw złamałbym ci nos, a później przytuliła i już nigdy nie puściła? - pokiwała zrezygnowana głową. - Dlaczego mnie zostawiłeś? Wiesz, że miałam ci powiedzieć, ze zostaniesz ojcem? Twój syn nazywa się Fred Septymus. Jest bardzo do ciebie podobny. - uśmiechnęła się prawie niezauważalnie. - Pewnie jak podrośnie będzie wielkim psotnikiem. Po tacie. George mi opowiadał, jaką na nim wymogłeś obietnicę. - pokiwała głową lekko rozbawiona. - Nie mogę uwierzyć, że mogłeś to zrobić. Ale wiesz... Dziękuję. Gdyby nie on to pewnie popełniłabym samobójstwo. A teraz? Żyję. Wychowuję naszego syna. Mam oparcie w George'u. Choć wolałabym je mieć w tobie. - w czekoladowych oczach pojawiły się łzy. - Tęsknie za tobą. Jeszcze ci nie wybaczyłam, że odszedłeś. Ale rozumiem... Staram się zrozumieć. Wiele razy powtarzałeś mi, że jest silna. Nawet nie wiesz jak się myliłeś. Jestem słaba, bo nie ma ciebie. Ale wiesz... Walczę. Ze słabościami. I mimo że czasem przegrywam i przeżywam małe załamania, to rozumiem, że jednak mam dla kogo żyć. Jeśli to nie stanowiło by problemu, to będę tu czasem przychodzić, by opowiedzieć ci nowego u Freddiego. - znów zaczęła płakać. - Powiem, ci kiedy zacznie chodzić... Kiedy powie pierwsze słowo... I jakie to będzie słowo. Dobrze? - otarła łzy.
Nagle poczuła podmuch wiatru. Wiedziała, że to irracjonalne, ale usłyszała głos jej Freda.
- Kocham ciebie i naszego syna. Nie poddawaj się.
I wtedy rozpłakała się na dobre.
- Obiecuję ci to. - mówiła łykając łzy.
Po pół godziny wstała. Popatrzyła się w tabliczkę.
- Pa, Fred. - wyszeptała.
Odeszła. Była silniejsza. Uwierzyła, że da sobie radę. Jest gryfonką, musi da sobie radę.
Hermiona
i George wychowywali razem jej syna. Mały Fred wiedział, że jego
prawdziwy ojciec nie żyje, ale cieszył się, że do swojego wujka
może mówić „tato”. Hermiona nie miała innego mężczyzny w
swoim życiu. Zawsze był tylko jej przyjaciel, z którym dalej
mieszkała i pracowała i jej dziecko. Choć George raz jej
proponował, by nie żyli na przysłowiową kocią łapę, to ona się
zgodziła. Przeprosiła go powiedziała żeby zbyt bardzo tęskni za
Fredem, by pakować się w nowy związek. Chłopak uszanował jej
decyzję. I więcej do tego nie wracał. Sam nie znalazł sobie
dziewczyny. Nie spotkał takiej, która zainteresowałaby, tak jak
Hermiona.
Tym
czasem w innym wymiarze, po rozmowie George'a i Hermiony z grobem
Freda...- Wiesz
Merlin. Dzięki, że mogłem powiedzieć Mionce te dwa ostanie
zdania. Teraz ona się nie podda. Choć szkoda mi, że musiałem
odejść z tamtego świata. Chciałbym móc zobaczyć mojego syna. -
powiedział smutny Fred.
- Spokojnie chłopcze. Oni będą ci
opowiadać. Wbrew pozorom ten monolog, który walnęli do twojego
grobu tam na dole im pomógł. - mówił spokojnie Mag nad Magami.
Chłopak spojrzał na niego jak na wariata. - Śmiertelnicy są
dziwni. My, którzy już jesteśmy nieśmiertelni, widzimy wiele
rzeczy inaczej. Wyraźniej.- Voldemort też był nieśmiertelny, ale na ziemi. I co on też tak miał?
Merlin pokiwał głową.
- Nie. Voldemort to inna historia. Długa historia. - dodał widząc, że rudzielec chce coś powiedzieć.
- Ale spokojnie Merlin! Przecież mamy całą wieczność! - wykrzyknął uśmiechnięty. I objął Wszechwładnego jak starego kumpla.
- A trzeba było wziąć tego drugiego. - mruknął Merlin, idąc za Fredem.
~*~
Napisałam dość smutne Fremione. Nie wiem jak to odbierzecie. To
jest druga wersja, bo pierwsza została usunięta. Ale jak? Nie mam
pojęcia. Jeszcze wczoraj poprawiałam ostatnie błedy i 10 razy sprawdzałam czy zapisałam, a dziś otwieram folder i nie ma pliku. Pierwsza wersja była weselsza i z happy endem. A tą pisałam w trzy godziny i są tu ponad trzy strony (prawie cztery i
pół).
Liczę na komentarze.
Tekst
napisany na potrzeby konkursu na pingerze. Dużo punktów nie
dostanę, ale liczy się, że napisałam. :]
Osoba, która w komentarzu poda najdziwniejszą parę. Dostanie miniaturkę z tą parą i dedykacją.
Smutna miniaturka, ale jest ciekawa i mnie bardzo wzruszyła. (Jak mama weszła do mojego pokoju i zobaczyła mnie płaczącą to zapytała czy ktoś mi coś zrobił, a ja powiedziałam, że przeczytałam coś wzruszającego. Mamusia tylko się uśmiechnęła i wyszła xdd).
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o tą parę to może ona nie jest najdziwniejsza, ale chciałabym, aby się tu pojawiła. Chodzi mi o paring Jily (James Potter + Lily Evans). Liczę na Cb i mam nadzieję, że kiedyś najdzie Cię ochota na taki paring.
Pozdrawiam :)
Luna xdd
Piękna i wzruszająca. Mogłabyś napisać Snape i McGonagall albo Filch i Snape.
OdpowiedzUsuń~Mary
Kocham Fremione!
OdpowiedzUsuńMiniaturka smutna, ale cudowna! Popłakałam się.
Jest szansa na Fremione z szczęśliwym zakończeniem?
Booskieee!! Sądzę, że będzie świetnie ocenione w konkursie. Życzw powodzenia!
OdpowiedzUsuń